Test: kubeczek menstruacyjny Selenacup

selenacup

Kubeczki menstruacyjne miały swój boom już kilka lat temu, ale mam wrażenie, że cały czas w świadomości menstruujących osób są czymś egzotycznym i bardziej fanaberią, niż dodatkową opcją do przetrwania tych kilku dni w miesiącu w jako takim komforcie (jeśli komfort podczas okresu jest w ogóle osiągalny). Postanowiłam przekonać się na sobie, jak w rzeczywistości sprawdza się kubeczek menstruacyjny Selenacup i czy warto rozważyć go jako dobrą alternatywę dla podpasek i tamponów.

selenacup

Kubeczek Selenacup kupiłam w Rossmannie za 69,99 zł (cena bez promocji). Dostępne obecnie rozmiary to S i M – rozmiar L będzie dostępny od listopada 2018 (według informacji ze sklepu online Rossmann). Opakowanie zawiera – rzecz jasna – kubeczek oraz materiałowy woreczek do przechowywania, plastikowe pudełeczko do sterylizacji i krótką instrukcję użytkowania (niemal to samo jest napisane na opakowaniu).

mój okres

Teraz kilka faktów o tym, jak wygląda i przebiega mój okres. To będzie trochę fujka, ale skoro już rozmawiamy o okresie i kubeczku menstruacyjnym (a Ty chcesz wiedzieć, czy u Ciebie ta metoda się sprawdzi), to chcę mieć pewność, że będziesz mieć jak najwięcej punktów odniesienia. Podczas okresu używam wyłącznie tamponów OB normal. Ready?

Cały okres trwa od czterech do pięciu dni i według mnie jest raczej intensywny. Pierwszy dzień wygląda tak, że jest bardzo dużo samej krwi – muszę zmieniać tampon co 3 godziny (tak, w nocy też), a brzuch nasuwa mnie jak sto pięćdziesiąt, więc jestem wtedy wierną fanką Ibupromu. Drugi dzień jest jeszcze gorszy – do dużej ilości krwi dochodzą też skrzepy (duże i dużo), więc tampon kończy żywotność po mniej niż 2,5 godziny (chociaż w nocy z drugiego na trzeci dzień nie muszę już wstawać na wymianę) a ból brzucha jest jeszcze silniejszy. Trzeciego dnia ilość krwi i skrzepów się zmniejsza, więc tampony zmieniam co 5 godzin. Na szczęście brzuch przestaje mnie wtedy boleć. Kolejny jeden lub dwa dni to takie resztki okresu – bardzo niewielkie ilości samej krwi, więc tampony wymieniam dwa razy na dobę ze zwyczajnej przyzwoitości, mimo że nie są zapełnione nawet w połowie.

rozmiar

Na opakowaniu Selenacup jest rozrysowana instrukcja dobierania właściwego rozmiaru. Według mnie, to bardzo zależy od budowy pochwy i położenia szyjki macicy, niekoniecznie od wzrostu i tego, czy się rodziło. W trakcie oglądania setek tutoriali na yt trafiłam na genialną i prostą metodę sprawdzenia, jaki rozmiar kubeczka będzie odpowiedni. Podczas okresu, na stojąco, trzeba wsunąć środkowy palec do pochwy, aż dotknie się nim szyjki macicy – łatwe, nie? I teraz, jeśli palec wszedł do końca, ale musisz go docisnąć, żeby dosięgnąć szyjki, to jest rozmiar L. Jeśli czujesz szyjkę, a na zewnątrz widzisz (lub czujesz) trzeci paliczek palca, to masz rozmiar M. Jeśli palec wchodzi do połowy i już czujesz szyjkę, to jest rozmiar S.

selenacup

Wybrałam rozmiar S, chociaż moją główną obawą było to, że przy moim okresie okaże się zwyczajnie za mały i zamiast co (max) 12 godzin będę zmuszona opróżniać go tak często, jak teraz zmieniam tampony. A umówmy się, opróżnianie kubeczka menstruacyjnego to nie jest coś, co chce się robić w pracy, w toalecie ze wspólną umywalką.

aplikacja

Po obejrzeniu tych wszystkich recenzji na yt byłam przygotowana psychicznie na – co najmniej – godzinną walkę z kubeczkiem, który może sprawiać problem podczas aplikacji. Okazuje się, że przy trzeciej próbie umieściłam go poprawnie. Moja uwaga: znaj swoją anatomię. Bez wiedzy jak „wyglądasz” w środku, nie będziesz w stanie poprawnie włożyć kubeczka. No i nie umiem powiedzieć, jakie to jest uczucie mieć kubeczek w środku – serio. Inne, żadne, niecodziennie, nieoczekiwane. Według słów użytkowniczek po poprawnej aplikacji czuć/słychać „pop” (ja nic nie czułam ani nie słyszałam), kiedy kubeczek się otwiera i przyjmuje właściwą pozycję. Można się jeszcze dodatkowo upewnić okrążając palcem dookoła brzegu kubeczka (uważając, żeby go nie rozszczelnić) lub delikatnie pociągając za pętelkę na jego końcu.

No i tutaj się pogubiłam. Za drugim razem niemal udało mi się poprawnie włożyć kubeczek – podziałała metoda zgięcia w „C” (pierwszy to była metoda na „różyczkę” – kompletna porażka). Jednak kubeczek znalazł się zbyt płytko, bo niby otworzył się w całości, ale pętelka wystawała na zewnątrz i wystarczyło lekkie pociągnięcie, żeby wysunął się niemal bez żadnego oporu. Trzecia próba okazała się udana – kubeczek otworzył się, po sprawdzeniu krawędź wydawała się być szczelna a pętelka była schowana. Jeśli kubeczek jest umieszczony poprawnie, czyli jest szczelny i znajduje się na odpowiedniej głębokości a pętelka nadal wystaje, można ją w całości obciąć (uważając, żeby nie uszkodzić spodu kubeczka).

Dam wam moją skróconą instrukcję aplikacji, bo to jest dosyć istotne i ma wpływ na to, czy kubeczek w ogóle zadziała tak, jak powinien. Krawędź kubeczka trzeba „załamać” i złożyć na pół (w literę „C”). Trzymając dwoma palcami (w moim przypadku wskazujący i kciuk), żeby nie rozłożył się zbyt wcześnie, wsuwa się go do pochwy na wystarczającą głębokość (prawie do końca) – ja wiem, że to nie tłumaczy tak dokładnie jakbym chciała, ale ta głębokość u każdego jest inna i zwyczajnie trzeba to sprawdzić na sobie. Następnie odpuszcza się palce i wtedy kubeczek powinien się rozłożyć. Oczywiście, jak to w życiu bywa, kubeczek nie rozłożył się idealnie, więc musiałam mu pomóc obracając i starając się zmienić jego pozycję tak, żeby szyjka macicy znalazła się idealnie po środku kubeczka. Jeśli cały czas czujesz na palcach, że krawędź kubeczka jest w którymś miejscu zgięta, to może oznaczać, że jest wsunięty krzywo i szyjka macicy przeszkadza mu w pełnym otwarciu. Spróbuj ustawiać kubeczek w różnych kierunkach aż znajdziesz idealną pozycję. Wkładałam go w takiej samej pozycji, jak przy aplikacji tamponu.

Moją obawą było to, że po poprawnej aplikacji nadal przy lekkim pociągnięciu byłam w stanie zmienić pozycję kubeczka, więc według instrukcji się nie zassał, albo ja zwyczajnie tego nie czuję. Zostawiłam go jednak w ten sposób, żeby sprawdzić, jak kubeczek się zachowa. Po kilku minutach został dodatkowo zabezpieczony przez mięśnie pochwy i jeszcze odrobinę wciągnięty w głąb, więc pętelka przestała być w jakikolwiek sposób odczuwalna. Przy sprawdzaniu poprawności włożenia kubeczka trochę się podrapałam paznokciami (chociaż są krótkie – przy długich paznokciach wkładanie kubeczka może serio boleć), więc jeśli w czasie okresu planujesz używać tylko kubeczka, warto opanować sztukę aplikacji tak, żeby robić to jednym płynnym ruchem.

noszenie

Na swój pierwszy raz z kubeczkiem (akurat w takim terminie go kupiłam) wybrałam drugi dzień mojej menstruacji. Według producenta na początku najlepiej opróżniać kubeczek w takich samych odstępach czasowych, jak dotychczas zmieniało się podpaski lub tampony. No cóż, jest to logiczne i ciężko się z tym kłócić. Mimo że najczęstszym tekstem w reklamach kubeczków menstruacyjnych jest „do 12 godzin bez wymiany”, to zwyczajnie trzeba sprawdzić ten czas na sobie. Po pierwszej aplikacji kubeczek wystarczył mi na 4,5 godziny – po tym czasie był wypełniony w 2/3 i zaczął przeciekać (przez cały ten czas byłam w pozycji półleżącej). To było takie wrażenie, jakby ze środka w pewnym momencie zaczęło uciekać powietrze. Po drugiej aplikacji czas noszenia skrócił się do 2 godzin i to była kwestia skrzepów, które szybko zmniejszyły ilość miejsca na krew w kubeczku. Muszę przyznać, że liczyłam na znacznie więcej.

Po umieszczeniu we właściwej pozycji rzeczywiście go nie czułam. Ale tak samo nie czuję nic przy noszeniu tamponu. Bo – surprise – to nie „przedmiot” w środku boli i jest niekomfortowy, tylko cały okres jest niekomfortowy a bolą mięśnie brzucha, podrażniona szyjka macicy oraz jajniki. Więc jeśli podczas okresu umierasz na ból brzucha (jak ja), to będziesz umierać nadal.

Sprawdziłam też, czy kubeczek jest dobrym zabezpieczeniem i czy przecieknie chociaż trochę w pozycji leżącej. Do przetestowania kubeczka podczas snu wybrałam noc między trzecim a czwartym dniem, żeby w razie niepowodzenia „straty” były minimalne. Kubeczek sprawdził się w tym zadaniu idealnie i rano widząc mikroskopijną ilość krwi (do tej drugiej linii na dole kubeczka) cieszyłam się, że nie wybrałam tamponu. Nie zmienił swojej pozycji, nie uwierał i – co najważniejsze – nie przeciekł. Ostatnią kwestią, o której nikt nie mówi (albo ja nie znalazłam odpowiedzi na to pytanie, chociaż przejrzałam setki materiałów dotyczących kubeczków menstruacyjnych), jest korzystanie z toalety podczas noszenia kubeczka. Otóż, poprawnie umieszczony kubeczek nie przeszkadza absolutnie w niczym.

wyjmowanie

Przed wyjęciem kubeczka menstruacyjnego trzeba najpierw rozszczelnić to „zassanie” (słychać ten moment). Samo ciągnięcie za pętelkę zassanego kubeczka może skończyć się w „najlepszym” przypadku bólem szyjki macicy, w najgorszym – gwałtownym wypadnięciu kubeczka i niekontrolowanym rozlaniem zawartości… Po wyjęciu i wylaniu zawartości, kubeczek wystarczy umyć pod bieżącą wodą i jest gotowy do następnej aplikacji. No i tu nie ma co ukrywać, że to jest najbardziej obrzydliwy aspekt korzystania z tej metody. Przy tamponach nie mam wrażenia takiej „dosłownej” krwi, na którą się patrzy i która zostaje na dłoniach (tak, dobrze czytasz) przy wyjmowaniu kubeczka, chociaż ta obrzydliwość była bardziej w mojej głowie, bo w rzeczywistości to było takie „aha”.

Dlatego według mnie najlepiej wyjmować kubeczek siedząc na toalecie, żeby ewentualny mess był ograniczony do samej muszli i dzięki temu o wiele łatwiejszy do ogarnięcia. Najłatwiej jest to zrobić wsuwając palec między ściankę pochwy a kubeczek i lekko go nacisnąć. Następnie można chwycić za pętelkę (lub za dół kubeczka – spoko, nic się nie wyleje) i delikatnie wysunąć na zewnątrz. Bałam się tego, że kubeczek wyślizgnie z palców i wyląduje w toalecie, ale to jest raczej mało prawdopodobny scenariusz. A jeśli serio boisz się problemu z wyjęciem kubeczka, najlepiej wejdź pod prysznic i zrób to tam w dowolny sposób (możesz ścisnąć go mocno z obu stron i zwyczajnie wyciągnąć). Nie ma opcji, żeby kubeczek zakleszczył się w środku.

* * *

W moim przypadku cena tego kubeczka zwróciłaby się po siedmiu miesiącach (gdybym całkowicie odstawiła tampony), więc bez szału, ale zawsze coś. Jednak uwzględniając fakt, że okres ma się mniej więcej przez 40 lat życia, to już robią się poważne pieniądze. Miałam też nadzieję na dużo rzadsze wizyty w toalecie – to nie musiało być nawet co 12 godzin, i brak konieczności patrzenia na zegarek, czy to już „ten” czas. To jest dla mnie uciążliwe, bo planując cokolwiek w trakcie okresu muszę mieć pewność, że co te 3-4 godziny będę mieć możliwość wyjścia do łazienki.

Osobiście nie wyobrażam sobie opróżniania kubeczka w publicznej toalecie bez umywalki w kabinie – to jest coś, co totalnie kłóci się z moim poczuciem komfortu i higieny. Wiele osób radzi sobie w ten sposób, że nosi butelkę wody w torebce i polewa kubeczek przy wymianie, ale dla mnie to już utrudnienie (moja torebka nawet nie zmieści małej butelki wody). Drugim sposobem jest przetarcie kubeczka papierem toaletowym lub nawilżonymi chusteczkami do higieny intymnej. Ta opcja brzmi znacznie lepiej, chociaż nadal wolałabym mieć dostęp do toalety z umywalką, co nie zawsze jest możliwe (nie wszędzie jest kabina dla niepełnosprawnych). Przed i po wymianie trzeba umyć ręce, a w publicznej łazience nawet po umyciu dłoni przed, trzeba zamknąć kabinę chwytając za brudną klamkę. Sorry, ale nie.

Ponad to na noc (między drugim a trzecim dniem) i na kolejny dzień (do pracy) postawiłam jednak na tampony, bo zwyczajnie mam pewność, czego mogę się po nich spodziewać. Na testowanie szczelności i tego, jak kubeczek będzie się zachowywał przy używaniu tylko i wyłącznie tej metody wybiorę menstruację, podczas której przez cały czas będę w domu. Podobnie ma się rzecz z ćwiczeniami – nie sprawdziłam kubeczka na siłowni, za to zrobiłam sobie intensywną rozgrzewkę w domu, uwzględniającą kucanie, skakanie, bieganie w miejscu, skłony, podnoszenie nóg. Kubeczek nie zmienił swojej pozycji nawet o milimetr i nadal był niewyczuwalny. Nie wiem jak to wygląda w przypadku podpasek, ale tampon już po kilku podskokach zaczyna się wysuwać na zewnątrz.

Jest właściwie tylko jedna kwestia używania kubeczka, która wpędza mnie niemal w panikę – że w ciągu dnia to „zassanie” puści a ja skończę z krwią lejącą się po nogach i jeszcze będę musiała w takim stanie wrócić do domu. Prawda, że brzmi strasznie? Podobnie, chociaż mniej, myślę o takiej „awarii” w nocy. Nie wiem czy to się zdarza w trakcie zwykłych codziennych czynności ani jak często, bo do tej pory tylko jedna dziewczyna na yt była tak miła, żeby podzielić się z widzami taką historią.

plusy:

  • higieniczny (100% silikonu medycznego),
  • hipoalergiczny,
  • dostępność w sklepach (Rossmann),
  • oszczędność pieniędzy (w dłuższej perspektywie),
  • ekologiczny,
  • wegański,
  • brak zapachu krwi,
  • nie wpływa na śluzówkę pochwy,
  • pozostaje na miejscu.

minusy:

  • czas opróżniania zbliżony do wymiany tamponów (intensywne dni),
  • wymaga nauczenia się aplikacji i wyjmowania,
  • wymaga wkładania palców do pochwy,
  • po przepełnieniu przecieka,
  • kontakt z krwią przy opróżnianiu,
  • nie zapobiega TSS.

Mam nadzieję, że teraz już wiesz, czy kubeczek menstruacyjny Selenacup jest dla Ciebie.

Mogą zainteresować cię pozostałe wpisy z kategorii Beauty’s Creed. Jeśli jest produkt z kategorii „beauty”, co do działania którego masz wątpliwości (skuteczność, działanie, stosunek jakości do ceny), napisz swoją propozycję w komentarzu, a postaram się przetestować i opisać wskazany produkt.

We wpisie wyrażam swoją opinię po przetestowaniu produktu zgodnie z instrukcją umieszczoną na opakowaniu.

Wybrane dla Ciebie: